Stary młynarz miał trzech synów, prostatę i ósmy krzyżyk na karku. Leżąc na łożu śmierci wezwał do siebie potomków i rzekł:
- Ty, mój najstarszy synu, dostaniesz młyn. Ty, mój średni synu, dostaniesz wozy i konie. A ty, mój najmłodszy, dostaniesz w dziób i kopa na drogę, boś głupi!
- Dobrze, tatku. Skoroście mi tak popędzili kota, to wezmę go ze sobą, bo z nas dwóch przynajmniej on ma buty.
- Ciekawe, na jak długo? - zapytał z drwiną najstarszy młynarczuk.
Przygłupas nie mogąc znaleźć odpowiedzi, natychmiast ściągnął z kocich łap kamasze i wzuł na własne nogi. Wyszczerzył się do kota:
- Sam widzisz, że nie tylko szewc bez butów chodzi. Prowadź!
Kot ruszył niechętnie, kierując się w stronę miasta. Młynarczuk szedł za nim wierząc, że cokolwiek ich spotka to on - podobnie jak jego kot przewodnik - również spadnie na cztery łapy. Szli tak i szli. Nic szczególnego by się nie wydarzyło, gdyby nie bosy kot, który jako jedyny posiadacz w tym tandemie mózgu, jął przemyśliwać o zdobyciu środków do życia. Zaczepił napotkaną babę z jajami:
- Szanowna gospodyni. Zlitujcie się nade mną! Mój bezwzględny pan traktuje mnie jak psa! - użalał się kot. - Zabrał mi nawet moje buty! Jak ja mam teraz coś upolować? Poratujcie mnie, dobra kobieto!
Baba dała ze szczerego serca i wiklinowego koszyka tuzin jaj. Kot bez butów powielał ten żebraczy schemat coraz częściej i z coraz większym powodzeniem, pozwalając się nawet (za opłatą) głaskać pod włos i odwracać ogonem.
Bogactwo gromadzone przez dwójkę podróżnych rosło z kilometra na kilometr. Wór tachany przez przygłupa stawał się coraz cięższy, a kot tryskał nowymi pomysłami na wyłudzanie pieniędzy. I pomimo, że był kotem, zagalopował się i sprzedał sam siebie jako kota w worku.
W ten oto sposób u bram miasta stanął samotny, ale arcybogaty młynarczuk. Będąc nadal głupim, ale majętnym młodzieńcem, szybko znalazł żonę, dom i pracę, czyli we własnym pojęciu - szczęście.
Tak oto, dziatki kochane, widzimy jak na dłoni, że głupi to ma zawsze szczęście. Zwłaszcza, gdy wokół znajduje ma jeszcze głupszych od siebie...
|