główna | koncerty | archiwum | kontakt
Adam Andryszczyk
biografia o sobie galeria poezja proza teksty muzyka
a listek jesienny to jest takie coś, co buja nostalgią na wietrze - ktoś nań nadepnie, to westchnie ktoś, a inny - dupę podetrze...



PACIOREK BRĄZOWY

Muman posiadał pięknego konia, Araba. Natomiast Omah chciał go od niego kupić. Jednak Muman nie chciał rozstać się ze swym zwierzęciem. Tak to rozgniewało Omaha, że postanowił zdobyć konia podstępem.
Wiedząc, że Muman będzie przejeżdżać pewną drogą, położył się przy niej przebrany za żebraka. Muman był człowiekiem dobrego serca, więc widząc żebraka, zrobiło mu się go żal. Zsiadł z konia i zaproponował podwiezienie.
- Niestety - odparł żebrak, - nie jadłem od wielu dni i nie mam siły się podnieść.
Muman podniósł go i posadził na konia. Jak tylko przebrany Omah znalazł się w siodle - pogalopował. Gdy znalazł się w bezpiecznej odległości, osadził konia.
- Ukradłeś mojego konia - zawołał poznawszy go Muman. - Mam do ciebie jedną prośbę: nie mów nikomu, w jaki sposób wszedłeś w jego posiadanie.
- Czemu?
- Ponieważ kiedyś, ktoś może naprawdę potrzebować pomocy, i gdyby twój podstęp stał się znany, ludzie minęliby tego człowieka nie udzielając mu jej.

Musimy dopasowywać się do swoich bliźnich zamiast wywyższać się i z arogancją patrzeć na otoczenie. Nie powinniśmy dopuszczać do powstawania w sobie uczucia gniewu i złości, lecz starać się opanować sytuację z właściwą pogodą ducha. Starajmy się o to, by wszelkie nieumiarkowanie sprowadzić do rozsądnych rozmiarów.
Małe sprawy i drobiazgi mogą nas zranić, nie wolno ich jednak wyolbrzymiać i przypisywać im tak wielkiego znaczenia, którego w rzeczywistości nie mają. Takie postępowanie stwarza atmosferę drażliwości i napięcia w otoczeniu.
Prawda, która nas uwalnia, prawie zawsze jest prawdą niechętnie słuchaną.

ZBYT CZĘSTO, GDY MÓWIMY, ŻE COŚ NIE JEST PRAWDĄ, MYŚLIMY: "MNIE SIĘ TO NIE PODOBA".

Poczciwy chłop wracając późnym wieczorem z rynku, znalazł się na drodze bez swojego modlitewnika. W środku lasu zepsuła się oś jego wozu. Chłop zmartwił się tym, że będzie musiał zakończyć dzień bez odmówienia modlitwy. Zwrócił się więc do Pana słowami:
- Panie, uczyniłem coś bardzo głupiego. Zostawiłem w domu modlitewnik. Pamięć zawodzi mnie tak często, że nie mogę bez niego odmówić ani jednej modlitwy. Postanowiłem, że pięć razy wyrecytuję alfabet, a Ty, który znasz wszystkie modlitwy, poskładasz litery i odtworzysz modlitwę, której słów nie pamiętam.
Uczynił to.
I rzekł Pan do aniołów:
- Ze wszystkich dzisiejszych modlitw ta jedna była mi najbliższa, bo płynęła wprost ze szczerego serca.

Trudno nam sądzić siebie samych, gdyż często nam brak pokory i rozeznania. Słabe światełko poznania siebie posiada każdy z nas, ale je utracamy przez niedbalstwo. Często sami nie zdajemy sobie sprawy, jak jesteśmy wewnętrznie ślepi. Bywa, że źle postępujemy. Ale jest jeszcze gorzej, gdy się przed sobą usprawiedliwiamy. Małe błędy wytykamy innym, a nad swoimi, o wiele większymi, przechodzimy do porządku. Jesteśmy wrażliwi na zło pochodzące od innych, ale nie zauważamy tego, co inni cierpią przez nas.

CZĘSTOKROĆ NIE MA NAS W SOBIE.

W czasie straszliwej suszy wieś wysłała swoją delegację do kapłana, by ten sprawił cud i sprowadził deszcz. Kapłan zrobił srogą minę i oświadczył:
- Cudu nie będzie, bo nie ma w was wiary w Pana.
- Jak to? Przecież przyszliśmy do ciebie prosić o cud. Jakże więc nie ma w nas wiary?
- Gdybyście naprawdę wierzyli w Pana, to byście od razu przyszli z parasolami.

WIARA TO NIE SŁOWA. WIARĘ, LUB JEJ BRAK, WIDAĆ W POSTĘPOWANIU.

Jest zimowa noc w górach. Mróz, wichura, śnieżna zadymka. Wśród śnieżnych ciemności idzie człowiek. Jest u kresu sił. Zgubił drogę. Brnie na oślep. Śnieg oblepia mu twarz. Nic nie widzi. Jest zupełnie sam. Czuje się bezradny. Po raz kolejny potyka się i upada. Próbuje wstać. Tym razem bezskutecznie. Rozgląda się dookoła. Nie dostrzega niczego. Ogarnia go zniechęcenie. Chce spać. Zaczyna mu się wydawać, że jest u siebie, w domu, w swoim łożu. Robi się mu przyjemnie, błogo. Powieki same się zamykają. Jeszcze raz otwiera oczy, rozgląda się sennie i dostrzega światło - niezbyt blisko, ale też nie na końcu świata. Realne światło, które nie zbliża się, nie dąży na ratunek, ale też się nie oddala. Jest nieruchome. Po prostu jest.
Co zrobi bohater tej przypowieści - nie wiadomo. Rozsiadł się przecież w śnieżnej pościeli. Już mu się nie chce wysilać. A tam, do Nieruchomego Światła trzeba by dojść samemu, na własnych nogach. Wstanie i pójdzie, czy zamarznie?
To, co zrobi, będzie należało wyłącznie od niego - od JEGO decyzji.
A Ty, czy wstaniesz i pójdziesz w kierunku Twojego Światła?
Cokolwiek zrobisz, jakkolwiek zdecydujesz, pamiętaj, że będzie to TWOJA decyzja.

Życie ludzkie jest czymś zagadkowym. Bywają dni słoneczne i wszystko się wiedzie wtedy jak najlepiej, nawet nie wiesz dlaczego. Praca ci się udaje, otoczenie jest miłe i przyjemne. Dziwisz się. Co jest powodem tego wszystkiego? Może wyspałeś się, a może znalazłeś dobrego człowieka? Jesteś zrozumiany i czujesz się błogo. Budzi się w tobie pragnienie, by tak pozostało.
I nagle piorun z jasnego nieba - wszystko odwraca się do góry nogami. Czarna chmura zakrywa słońce twej radości, spokoju, zadowolenia. Ogarnia cię głęboki smutek. Masz wrażenie, że otoczenie zaczyna stronić od ciebie. Drobiazgi wytrącają cię z równowagi stając się powodem do narzekania, gderania i oskarżeń. Jesteś przekonany, że ta koszmarna noc będzie trwać w nieskończoność i nie wiesz dlaczego.
Człowiek jest cząstką całej natury, wraz z wiosną i jesienią, ciepłem lata i mrozami zimy. Podlega rytmowi przypływu i odpływu. Jak morze. Ludzkie istnienie to nieustanne powtarzanie się procesów życia i śmierci. Uświadamiając sobie to wszystko możesz odważnie i ufnie pójść dalej, świadom, że PO KAŻDEJ NOCY RODZI SIĘ PORANEK NOWEGO DNIA.

Pewien bogacz kupił brylant ogromnej wartości. Postanowił z niego zrobić swojej żonie kolczyki. W tym celu należało brylant przeciąć. Wiązało się z tym ogromne ryzyko pęknięcia w nieodpowiednim miejscu kosztownego klejnotu. Milioner był niepocieszony, bo nikt nie chciał się podjąć tak delikatnego zadania. Próbował znaleźć jubilera w Londynie, Paryżu, słynnym Amsterdamie. Na próżno. Aż wreszcie odnalazł w którymś z wiedeńskich zaułków skromnego jubilera. Wszedł do jego sklepiku. Na jego spotkanie wyszedł niepozorny sklepikarz. Kiedy milioner wyłuszczył swą prośbę, człowieczek obejrzał brylant i zawołał:
- Arturze, chodź tu - i zza tekturowego przepierzenia wyszedł siedemnastoletni chłopiec. - Widzisz ten kamień? Przetnij go na pół.
Chłopiec wziął brylant, poszedł za przepierzenie i po chwili milioner usłyszał zgrzyt. Chłopiec wrócił z przeciętym brylantem. Bogacz zapłacił i ze zdumieniem zapytał:
- Panie kochany, niech mi pan wytłumaczy, jak to jest: byłem u najznakomitszych jubilerów Europy i nikt nie chciał się podjąć tego ryzyka. A pan, bez wahania, dał ten drogocenny kamień do przecięcia temu chłopcu. Czyżby to był aż tak wybitny specjalista?
- Widzi pan, ci wszyscy jubilerzy nie chcieli się podjąć przecięcia tego brylantu bo wiedzieli, co to za ryzyko. Artur nie wiedział. Jemu ręka nie zadrżała.

SZUKAM MOCY NIE PO TO, BY STAĆ SIĘ WIĘKSZYM OD MOICH PRZYJACIÓŁ, LECZ BY WALCZYĆ Z MOIM NAJWIĘKSZYM WROGIEM - SOBĄ SAMYM.

Któregoś dnia do kuźni wszedł jakiś Stary Dziad. Bez słowa podszedł do paleniska, wyjął szczypcami tlący się węgielek, odpalił papierosa i bez słowa wyszedł. Następnego dnia znów się zjawił i znowu bez słowa odpalił papierosa. Odtąd zjawiał się codziennie. Nigdy do nikogo nie powiedział ani słowa. Odpalał papierosa i wychodził w milczeniu. Po jakimś czasie pracownicy kuźni zdenerwowali się i kiedy Stary Dziad nadszedł, jeden z nich zapytał:
- Panie, przychodzisz pan codziennie, odpalasz papierosa i nawet nie pytasz, czy można. Kto pan w ogóle jest?
- Co znaczy "kto"? Ja jestem ten Stary Dziad, który codziennie przychodzi przypalić papierosa.

IM DŁUŻEJ ZASTANAWIASZ SIĘ NAD TYM KIM JESTEŚ, TYM MNIEJ WIESZ. ODPOWIEDŹ JEST TAKA PROSTA I DLATEGO TAKA TRUDNA.