W miejscowości Warszawa-Wawer żył sobie w najlepsze król, co miał szesnaście cór (w tym dwie z Koryntu) i dwadzieścia sześć łat na portkach. Rządziłby sobie spokojnie od świtu do zmroku, gdyby nie sąsiedztwo jaszczura, który zażyczył, aby król co miesiąc przysyłał do niego niewiastę. Niewiasta ta musiała pożreć jednego z jaszczurzych synów. Król ze zgryzoty przytył i ogłosił konkurs na śmiałka, który miałby jaszczura życia pozbawić. Jak łatwo się domyślić, nie znalazł się żaden głupi. Król więc swą mocną ręką wyciągnął z tłumu chudzieńkiego krawczyka, Podszewką zwanego.
- Ty będziesz bohaterem, wybawcą ludu mego! - zawyrokował. - W nagrodę dostaniesz za żonę moją najstarszą córkę i koronę.
- Za córkę, kurde, i to najstarszą, to ja, kurde, serdecznie dziękuję, ale koroną nie pogardzę.
- Dobra - rzekł król - ale wiedz, ty tchórzu, że sprawa z jaszczurem nie będzie łatwa: bo niewiasta niewiastą, a tym razem ma to być szesnastoletnia dziewica. Co począć, skoro najstarsza dziewica w moim królestwie liczy sobie zaledwie lat osiem?
- Króliczku, kurde, nie panikuj - śmieje się krawczyk. - Dawaj tu jakąś szesnastkę, a ja, kurde, jako zmyślny krawczyk, przyszyję jej łatkę tu i ówdzie. Dziewica będzie jak talala.
- Umowa stoi. Tą niewiastą będzie moja najstarsza córka, którą - jeśli chcesz otrzymać koronę - już jako dziewicę z odzysku, będziesz musiał pojąć za żonę.
- Dobra, kurde, jakoś to będzie - uśmiechnął się tajemniczo Podszewka, trochę nierad z obrotu sprawy. - Daj no mi tylko, kurde, trzy dni, a ja przystąpię do dzieła, bo w tej chwili, kurde, muszę się gdzieś udać.
Krawczyk wzuł buty i poszedł po rozum do głowy, później do kiosku w którym kupił zapałki, a na koniec udał się do jaszczura.
Pod jego jamą odezwał się w te słowa:
- Te, jaszczur, które to z tego miotu, kurde, ma być zjedzone przez dziewicę za trzy dni?
Jaszczur wskazał ogonem na coś, co miało być jego synem. Podszewka chwycił przyszłą ofiarę, kozikiem rozpruł brzuch, nastrugał siarki z zapałek, smarknął do środka, zaszył i rzucił w kąt.
- Te, jaszczur! Tylko teraz, kurde, nie dawaj temu pokurczowi papierosów i trzymaj go, kurde, z dala od ognia, bo wybuchnie.
Minęły trzy dni i Podszewka z podłataną królewiczówną o imieniu Winiawa stawił się pod jaszczurzą jamą.
- Tyś dziewica Winiawa? - zapytał jaszczur.
- Jam ci!
- Co tyś mi?
- Winiawa!
- A dziewica?
- Już też - burknęła Winiawa, oblewając się rumieńcem.
- No to jedz! - jaszczur rzucił przed nią wypchanego siarką potomka.
Winiawa kłapnęła zębami, przewróciła oczami i połknęła. Nim poczuła smak, biegła do Wisły. Tak długo i łapczywie piła z niej wodę, aż pękła. Rozlała się z Winiawy po okolicy wiślana woda zmieszana z siarką, a królestwo zasłynęło trunkiem, od imienia królewskiej córki Winiawką zwanym. Jaszczur wnet zapomniał o swoich comiesięcznych dostawach - upijał się systematycznie Winiawką aż mu wysiadły nerki, pękła wątroba i zdechł. Krawczyk Podszewka zadowolony, że nie będzie musiał poślubić królewny, udał się do króla po koronę. Król go przyjął radośnie:
- Toś mi się cudnie sprawił, tchórzu ty mój! Córki już nie ma wśród żywych, czegóż więc u mnie szukasz?
- Obiecałeś mi królu, oprócz córki, kurde, koronę!
- Aaa, no tak! Masz tu Podszewko obiecaną koronę - król sięgnął do kieszeni i podał krawczykowi jedną koronę czeską.
Podszewka spojrzał na władcę i jak nie huknął:
- To tak, kurde, to tak!!? Czeska korona!? Jedna czeska, kurde, korona?! Żeby chociaż szwedzka!
- Zamilcz, niegodziwcze! - tu król wzniósł z namaszczeniem palec. - Zapamiętaj raz na zawsze: Nie wszystko złoto, co się świeci, nie wszystko żelazo, co mrok spowija...
I tutaj, drogie dziatki, sam nie wiem, o co temu królowi chodziło... Kurde.
|