główna | koncerty | archiwum | kontakt
Adam Andryszczyk
biografia o sobie galeria poezja proza teksty muzyka
a listek jesienny to jest takie coś, co buja nostalgią na wietrze - ktoś nań nadepnie, to westchnie ktoś, a inny - dupę podetrze...



O KOPCIOWYM CIUSZKU

Były sobie trzy siostrzyczki. Dwie piękne i mądre, trzecia brzydka, zła i głupia - Kopciowym Ciuszkiem zwana. Nudny żywot wiodły. Aż tu pewnego dnia, w radio, dają ogłoszenie: Dziś wieczorem za darmo dyskoteka u MAXA, połączona z wyborem Maxowiny - Żony właściciela dyskoteki.
- Matka, matka - drą się wszystkie trzy. - Dawaj nam lajkry. Walim na dyskie do Maxa. Swatać się będziem.
- Dobra, cicho tam, bo w TV "Klan" leci. Na dyskie możem walić, ale Kopciowy Ciuszek zostanie za karę, bo swoje lajkry na płocie porwała.
- Kurna - odezwała się poszkodowana. - Walcie sobie do Maxa, a ja w chacie takie balety odstawię, że z zazdrości wam powypadają zęby!
Ale kto by tam przejmował się pogróżkami najmłodszej, głupiej, brzydkiej i złej dziewuchy. Dwie siostry wcisnęły się w lajkry, odczekały do końca "Klanu" i z macochą pojechały do Maxa.
- Kij wam w oko - burknęła Kopciowy Ciuszek. Wyciągnęła notes z telefonami i jęła rozmyślać nad personalnym składem baletów. Wtem coś grzmotnęło, błysnęło, a z kuchenki mikrofalowej buchnął dym.
- Kie licho?
- To ja, twój Ojciec Chrzestny.
- Noo, zaraz... bo prawdziwego to nawet moja stara nie zna!
- Cicho, Kopciowy! Wiem co cię trapi. Jestem tu po to, by ci pomóc.
- Robimy balety?
- Nie. Mam coś lepszego. Pojedziesz i ty do Maxa. Rozpieprzysz tę dyskotekę w drobny puch. Dawaj mi tu swoje porwane lajkry i deskorolkę.
- Fajno! - Kopciowy Ciuszek w try miga podała wszystko.
A Ojciec Chrzestny - trzask, prask - zamienił lajkry na skórzany kombinezon nabijany ćwiekami, a deskorolkę w najnowszy model Porsche.
- O kurna! - pokręciła głową z zachwytu Kopciowy Ciuszek.
- Cicho, czegoś mi tu brakuje - zamyślił się chrzestny i po chwili dodał: - Kopciowy, dawaj jeszcze gumkę od majtek.
Znów trzask - prask! i zamienił gumkę w skórzany pejcz.
- Dobra, to wszystko. Tylko pamiętaj, że przed północą musisz wyjść od Maxa, bo czar pryśnie, będzie kicha i po ptakach.
Zabawa trwała w najlepsze, gdy Kopciowy zdecydowanie podeszła do Maxa, wyrżnęła go w pysk, zabrała mikrofon, strzeliła pejczem i wrzasnęła:
- Do domu!!!
Wszyscy momentalnie się rozpierzchli, a Max z radości zawył.
- Uwielbiam kobitki z charakterem! Biorę ją za żonę!
Wtedy właśnie - teraz już dokładnie nie wiadomo skąd, z nacka czy z nienacka - wyskoczył ksiądz i dał ekspresowy ślub. Po chwili zza konsolety wychynęła zegarynka i zamrugała słuchawką:
- Kopciowy, spadaj! Za minutę północ!
Kopciowy Ciuszek kopnęła w krocze śliniącego się Maxa i dała dyla. W czasie ucieczki zgubiła majtki, z których wcześniej wyciągnęła gumkę. A że była brzydka, zła i głupia, to zawróciła po zgubę. Znalazła ją i już, już miała wskakiwać do Porsche, gdy czar prysł i Kopciowy wyrżnęła zębami przejechawszy się nogą na deskorolce. Dopadł ją pościg. Gdy wleczono ją do więzienia, zdesperowany Max się wydzierał:
- Puszczajcie moją żonę! Kocham ją nad życie, ona musi być ze mną!
- Nie ma sprawy - mruknął tajniak.
Wtrącili Maxa razem z Kopciowym Ciuszkiem do więzienia. A tam wilgoć... Wszystkim wiadomo, że gdzie wilgoć - tam rdza, a gdzie rdza - tam nawet młoda miłość zardzewieje.

Zapytacie, drogie dziatki, jak się skończyła ta historia z Maxem i Kopciowym Ciuszkiem? Nic nadzwyczajnego - ot, żyli krótko i nieszczęśliwie...