Stara kobieta po śmierci stanęła przed Sądem Ostatecznym. Sędzia oceniając czyny nie mógł się dopatrzyć w jej życiu uczynków miłosierdzia, oprócz jednej marchewki, którą kiedyś dała głodującej żebraczce. Jednak tak wielka jest potęga czynu miłości, że postanowiono, iż kobieta za sprawą tej marchewki pójdzie do Nieba.
Przyniesiono marchew do Sądu i wręczono kobiecie. Gdy ją wzięła, marchewka zaczęła się wznosić, jakby ciągnięta niewidzialnym sznurkiem, unosząc kobietę. Przyszedł żebrak. Kurczowo złapał się kraja jej ubrania i został uniesiony wraz z kobietą. Trzecia osoba złapała żebraka za nogi i też została uniesiona ku Niebu. Wkrótce za marchewką ciągnął cały korowód osób, niesionych za jej sprawą ku górze. I co dziwniejsze, kobieta wcale nie czuła ciężaru. Właściwie wcale ich nie zauważała, patrząc ku Niebu.
Wznosili się wyżej i wyżej. Byli już blisko Bram Niebieskich. Wtedy kobieta rzuciła ostatnie spojrzenie na Ziemię i ujrzała za sobą ludzki sznur. Była oburzona. Gwałtownie machnęła ręką i krzyknęła:
- Precz! Precz wszyscy! Ta marchewka należy do mnie!
Wykonując gwałtowne gesty na chwilę puściła marchewkę i z całym orszakiem ludzi spadła w dół.
JEDNA JEST TYLKO PRZYCZYNA KAŻDEGO ZŁA NA ZIEMI - "TO JEST MOJE".
Stale narzekamy
na dziurę w moście
na piąte koło u wozu
na dwa grzyby w barszczu
na kropkę bez "i"
na piłkę co łamie kwiaty
na szczęście bez ciągu dalszego
na to, że nas nie widać
na to, że wszyscy umierają, a nie tylko niektórzy
na to, jak bardzo wystarczy kochać, żeby siebie zniszczyć
ale ciągle nam potrzeba tego
co niepotrzebne...
Pewien kapłan siedząc przy swoim biurku przygotowywał kazanie. Nagle usłyszał coś, co zabrzmiało jak wybuch. Ujrzał za oknem biegnących w popłochu ludzi. Okazało się, że pękła tama i wezbrana rzeka miała niebawem zalać miasto.
Kapłan zobaczył, że woda zaczyna już płynąć niżej położonymi ulicami. Opanował jednak ogarniającą go panikę i powiedział:
- Oto jestem tu. Przygotowuję kazanie. Opatrzność dała mi sposobność wprowadzenia w czyn tego, o czym mówię wiernym. Nie ucieknę jak reszta. Zostanę tutaj ufny, że Opatrzność mnie ocali.
Gdy woda sięgnęła okien, podpłynęła łódź pełna ludzi.
- Wskakuj, ojcze! - krzyczeli.
- O nie, moje dzieci! Wierzę, że Opatrzność mnie uratuje!
Wdrapał się na dach. Gdy woda znów się podniosła, nadpłynęła następna łódź z nawołującymi ludźmi.
- Płyńcie sami! - odmówił.
Wspiął się na szczyt dzwonnicy. Gdy woda zaczęła mu sięgać kolan, na ratunek przypłynęła trzecia łódź.
- Nie, dziękuję! Ja ufam swemu Panu. On mnie nie zawiedzie!
Kiedy kapłan utonął i poszedł do Nieba, od razu zaczął się skarżyć swemu Panu:
- Wierzyłem Ci. Dlaczego nic nie uczyniłeś, by mnie uratować?
- No cóż - odrzekł Pan. - Wysłałem ci te trzy łódki...
Rzućmy wyzwanie swoim ideom. Jeżeli gotowi jesteśmy słuchać, i jeśli gotowi jesteśmy podjąć to wyzwanie, pozostaje nam jeszcze jedno. Samoobserwacja. Tego nikt nie może za nas zrobić. Nikt nie poda metody. W chwili, gdy sami podpatrzymy jakąś technikę, znowu staniemy się zaprogramowani.
Samoobserwacja - ogląd samego siebie - to rzecz bardzo ważna.
Jeśli powiesz o kimś, że jest zły, to w tym momencie skończyło się rozumienie. Przyczepiłeś mu etykietkę.
Jak zamierzasz rozdając etykietki zrozumieć to, co w danej materii aprobujesz, albo dezaprobujesz?
Żadnych sądów, żadnych komentarzy, żadnych nastawień. Po prostu OBSERWACJA i SAMOOBSERWACJA.
Uczeń przybył na wielbłądzie do swego Mistrza. Zsiadł i wszedł do namiotu. Skłonił się nisko i powiedział:
- Tak wielka jest moja ufność w Pana, że postanowiłem nie przywiązywać mego wielbłąda. Jestem przekonany, że Pan chroni interesy tych, którzy Go kochają.
- Idź, przywiąż swego wielbłąda, głupcze - rzekł Mistrz. - Pan nie może zajmować się tym, co z powodzeniem sam możesz zrobić...
Człowieku, dźwigasz na swych plecach cały bagaż swojej przeszłości i chciałbyś twój obciążony grzbiet obarczyć jeszcze przyszłością? To stanowczo za wiele. Nie wystarczy ci porcja dwudziestu czterech godzin życia na dobę? Dlaczego chcesz wszystko naraz? To może wykończyć każdego.
WCZORAJ minęło bezpowrotnie, JUTRO dopiero nadejdzie. DZISIAJ - to jedyny dzień.
Uczyń go najlepszym dniem twego życia...
|