główna | koncerty | archiwum | kontakt
Adam Andryszczyk
biografia o sobie galeria poezja proza teksty muzyka
a listek jesienny to jest takie coś, co buja nostalgią na wietrze - ktoś nań nadepnie, to westchnie ktoś, a inny - dupę podetrze...



SYSTEM

IV

Statek mknął z niewyobrażalną prędkością mimo że czasowe korytarze pozbawione były przestrzeni. Jerry i Tom mieli wrażenie że to nie oni, lecz Kosmos przemierzał świetlne wieki. Szef przed odlotem tłumaczył, że tak naprawdę nie będą podróżować, lecz umierać i rodzić się kilka razy na sekundę. Za każdym razem w innym wymiarze.
- No właśnie - rozmyślał głośno Jerry. - Musiał w tym być jakiś haczyk. Nie trzeba było nowych pojazdów. Wystarczyło nowe paliwo.
- Oby tylko nam go starczyło na powrót - zaniepokoił się Tom.
- Spokojna głowa. W razie czego kosmici poratują.
Z kalkulacji wynikało, że podróżowali już drugi dzień, więc według zapewnień Szefa powinni byli się zbliżać do celu. Nikt jednak nie wiedział jakie mają być oznaki lądowania. Niewielki iluminator od czterdziestu ośmiu ziemskich godzin pozostawał ciemny.
- Ciekawe jak wyglądają - zamyślił się Jerry. - Czy rzeczywiście są zieloni? - spojrzał na siedzącego nieruchomo Toma i zdębiał. Twarz przyjaciela z każdą chwilą starzała. Jego włosy siwiały, a cera przybierała odcień ziemi.
- Tom! - krzyknął. - Ty umierasz!
Tom podniósł zagubione wśród zmarszczek oczy i szepnął:
- Ty też!
Jerry zerknął za swoje dłonie i znieruchomiał. Dojrzał na nich arterię granatowych żył ledwie skrytych pod prześwitującą skórą. Paznokcie mu rosły jak na filmie z przyśpieszonymi obrotami. Wszystko wskazywało na to, że podróżniczy proces odradzania się uległ zaburzeniu. W uszach narastał szum, a klatka piersiowa zdawała się zapadać pod ciężarem oddechu. Jerry zamknął oczy i ujrzał świetlisty tunel. Powoli zaczynało go ogarniać uczucie błogości. Resztką sił dźwignął powieki i zobaczył Toma. Przyjaciel stał przed nim w pełni sił.
- Jerry! To nie była śmierć!
- Nie? A co?
Tom się uśmiechnął:
- Tak wygląda lądowanie!

V

- Witam na naszej planecie! - odezwał się czystą angielszczyzną kosmita. - Dziwicie się, że jesteśmy podobni do was i używamy tego samego języka? Jesteście w błędzie. To tylko wasza wyobraźnia. Naprawdę wyglądamy inaczej, a między sobą komunikujemy się telepatycznie. Jednak nie to jest najważniejsze.
- No właśnie - odważył się Jerry. - Chcemy poznać tajniki waszej cywilizacji.
- Nieprawda - przerwał gospodarz. - Wiemy, że przyleciałeś tu dla pieniędzy. A twój przyjaciel z tchórzostwa.
- Ale... - wyjąkał Tom. - Ale Szef kazał nam coś przywieźć.
- Wiem, wiem. Obiecaliśmy klucz do tajemnic Kosmosu. Jednak muszę wam coś najpierw uzmysłowić. Aktualnie wasze, pożal się, komputery, obliczają tryliardowe miejsce po przecinku liczby "pi", natomiast my - kosmita wskazał złocisty punkt na niebie - budujemy nowe galaktyki. I kiedy już wasze maszyny będą tak liczyć i liczyć, to po paru wiekach dojdą tego, że w liczbie "pi" pojawiać się będą tylko jedynki i zera...
- System zerojedynkowy! Przecież to znamy! - wyrwał się Jerry.
- Żaden system - kosmita wyjął zza pleców pierścień z plastikowej rurki. - Oto cała tajemnica Kosmosu.
- Przecież to... hula-hop! - nie wytrzymał Tom.
- Ech, ludzie! Kiedy wam się daje łatwe rozwiązanie, to twierdzicie że jest ono za proste by było prawdziwe.
- Jak to - bronił się Tom. - Koło jest na Ziemi od dawna!
- No właśnie - zareagował kosmita. - Więc zamiast je przyjąć, staracie się obliczyć.
Jerry rozważał to, co usłyszał. Czuł się jednak nabijany w butelkę. W końcu zapytał:
- No dobrze. A jak to się ma do budowania przez was galaktyk?
Kosmita uśmiechnął się:
- Tak, że my je budujemy, a wy - wyliczacie...
Tom pomyślał, że czas wracać na Ziemię, choć wcale nie miał ochoty na spotkanie z Szefem, kiedy ten, w odpowiedzi na pytanie o nowe systemy, otrzyma od nich dziecinny hula-hop...