główna | koncerty | archiwum | kontakt
Adam Andryszczyk
biografia o sobie galeria poezja proza teksty muzyka
a listek jesienny to jest takie coś, co buja nostalgią na wietrze - ktoś nań nadepnie, to westchnie ktoś, a inny - dupę podetrze...



NOWE SZMATY KRÓLA

Któregoś pięknego ranka, piękny król zwlókł się z pięknego łoża, spojrzał w piękne lustro i rzekł:
- No kurwa, pięknie... Po czym - nie mogąc nadziwić się pięknu swojego ciała - z odrazą spojrzał na królewskie szaty.
- Wszystko niby cacy, ale te błamy, koronki, jedwabie, co by o nich nie rzec, zakrywają piękno mojego ciała. Wezwać krawca!
Oderwany, a raczej odpruty od swojej roboty krawiec przybył natychmiast.
- Słuchaj no, marny pomiocie cechu rzemiosł różnych. Jest sprawa! Zbyt wiele czasu zajmuje mi przepinanie orderów z piżamy na roboczy strój królewski. W dodatku daremna to praca, bo cała ta iluminacja nie jest w stanie upiększyć ubrania tak, by było śliczniejsze niźli ja sam. Uszyjesz mi szaty, które nie będą przysłaniać mego ciała. Rozumiesz?!
- Rozumiem, królu. Nie pojmuję jedynie, do czego wówczas będziesz przypinać swoje ordery?
- Każę je sobie wytatuować! A teraz wynocha! Do roboty! Za godzinę muszę mieć nowe ciuchy, bo się przeziębię!
Mówiąc to, król wyrzucił przez okno swoją garderobę. Krawiec zszokowany krótkim terminem przesiedział godzinę w pracowni rwąc włosy z głowy. Trzeba dodać, że była to głowa żony krawca.
Po upływie wyznaczonych sześćdziesięciu minut, król osobiście stawił się w krawieckiej pracowni:
- Genialne! - krzyknął ujrzawszy doszczętnie łysą krawcową. - Widzę, że i żoneczce zdążyłeś czapkę uszyć! Gdzie moje królewskie szaty?
Krawiec, zaskoczony pomysłem podsuniętym mu niechcący przez króla, począł odstawiać pantomimę, że niby to władcę ubiera. Po półgodzinnym parodiowaniu przymierzalni rzekł:
- Wybacz królu, ale przez ten pośpiech i nieuwagę, założyliśmy strój na lewą stronę.
- No, właśnie! - podchwycił król. - I chyba przód na tył, bo czuję, jak ręce mi się ciężko zginają!
Minęły trzy kwadranse. Król ze swym orszakiem ruszył w miasto, by nowym ciuchem pokłuć społeczeństwo w oko.
- Król jest nagi! Król jest nagi!!! - wołano zewsząd, a król promieniał z zachwytu, przekonany, że nowe szaty wybornie spełniają swoje zadanie - pokazują go takim, jakim jest naprawdę.
Po chwili, na drugim krańcu rynku nastąpiło poruszenie. Tłum przycichł, rozstąpił się i naprzeciwko króla stanął żebrak odziany w królewskie szaty, które władca wcześniej wyrzucił przez okno.
- No i co, golasie? - zagadnął króla pewny siebie łazęga.
- Żebrak ma królewskie ciuchy!!! - wołali poddani.
- Przecież jak cię widzą, tak cię piszą! - żebrak próbował przekrzyczeć zebranych.
- Idź do kata z taką mądrością! - szumiał motłoch.
- Cóż więc czynić???
- Czyń swoją powinność!!! - skandował zebrany na rynku tłum.
Kat zmrużył zezowate oko:
- Zupełnie jak baby. Tyle krzyku o ciuchy... - i zaczął ostrzyć swój szczerbaty mieczyk.

Tak więc, drogie dziatki, widzicie, że nie szmata czyni człowieka, ale człowiek sam siebie szmatą czyni...