główna | koncerty | archiwum | kontakt
Adam Andryszczyk
biografia o sobie galeria poezja proza teksty muzyka
a listek jesienny to jest takie coś, co buja nostalgią na wietrze - ktoś nań nadepnie, to westchnie ktoś, a inny - dupę podetrze...



O WĘDKARZU I ŻELAZNEJ ŻABCE

Niedawno, niedawno temu, żył sobie bogaty wędkarz. Jeździł co wieczór motocyklem marki honda nad brudną kałużę powędkować.
Któregoś dnia, gdy już miał po raz ostatni zarzucić przynętę, zamachnąwszy się, zahaczył o coś. Ze zdziwieniem stwierdził, że złapał latającą żabę. Żaba była zrobioną ze zwykłego, zardzewiałego żelaza. Już chciał ją wrzucić do pojemnika z odrdzewiaczem, gdy złomowa pokraka odezwała się ludzkim głosem:
- Ach, wędkarzu, puść mnie z powrotem w obłoki. W zamian spełnię twoje trzy żądania.
Wędkarz zastanowił się chwilę. Wypuścił żabę, wskoczył na hondę i pognał co sił w cylindrach do pałacu, aby opowiedzieć konkubinie o swojej przygodzie.
- Ty głupia pipo! - darł się już od wrót. - Złapałem Żelazną Żabę, a ta, w zamian za wolność, obiecała spełnić moje trzy życzenia!
- O jejku, jejku! Jakiego ja mam mądrego gacha. Proszę cię, wprost błagam, zażądaj od tej potwory, aby zabrała nam choć trochę naszego bogactwa. Dłużej nie mogę już ścierpieć tego przepychu. Niechaj choć trochę nam ulży, to znaczy dociąży, w tych lekkich czasach.
Wędkarz poskrobał się pod pachą, splunął na kanarka w złotej klatce, zarzucił nogę na hondę i tyle go było widać.
- Żabo, Żelazna Żabo, przybywaj! - wydzierał się nad mętną kałużą. Po chwili żaba wylądowała, robiąc przy tym wiele metalicznego hałasu.
- Czego tam?
- Nie pytaj głupio, ty garstko złomu, tylko uczyń z nas biedaków.
- Zrobione.
Wędkarz chciał wsiadać na hondę, ale zamiast niej, ujrzał zdezelowaną hulajnogę. Trudno - noga na hulajnogę i w drogę.
Już z daleka zobaczył, że tam, gdzie był jego pałac, stoi drewniana rudera, a w miejscu złotej klatki z kanarkiem skacze uwiązana na niteczce kaszląca pchła.
- O, jaka ja jestem szczęśliwa! - darła się kocmołuchowata konkubina. - Nareszcie trochę biedy zagościło w naszych progach. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko jednego: proszę cię gachu, zażądaj od Żelaznej Żaby, aby sama zmieniła się w złotą rybkę. Zrobisz to dla mnie, mój miły?
- Dobra, ty głupia i teraz już biedna pipo.
Kopnął się wędkarz z powrotem nad brudną kałużę i wyłuszczył Żelaznej Żabie swe żądanie.
- Coo??? - żaba wytrzeszczyła oczka. - Ty zakuta, durna pało! Wracaj skądś przybył i wiedz, że zrywam naszą umowę.
Wędkarz zaklął siarczyście i wrócił do konkubiny. Ale cóż to? Zamiast starej chaty widzi na powrót wystawny pałac, złotą klatkę z kanarkiem, no i swoją konkubinę zalewającą łzami najdroższe, jedwabne szaty. Posmutniał chłop i rzekł:
- Masz, babo placek.
A tu, zamiast zwykłego placka, bach - spada przed babę cieplutki sandwicz prosto od Mc`Donalda.
Konkubina jeszcze bardziej się rozpłakała.

No, dziatki kochane, czy już wiecie, jaki z tej antybajki wypływa morał? Otóż taki: nie czyń drugiemu, nie czyń pierwszemu - a jeżeli już musisz, to czyń drugiemu to, co niekoniecznie tobie jest miłe...